bardzoczystepowietrze.pl

Polska sprzedaje uprawnienia CO2: Jak działa system i co dla Ciebie?

Mieszko Krupa

Mieszko Krupa

12 października 2025

Polska sprzedaje uprawnienia CO2: Jak działa system i co dla Ciebie?

Spis treści

Wiele osób zastanawia się, dlaczego Polska, która sama emituje dwutlenek węgla, jednocześnie sprzedaje uprawnienia do jego emisji. To pytanie dotyka sedna skomplikowanego, ale kluczowego dla naszej gospodarki i codziennych rachunków mechanizmu unijnego systemu handlu emisjami EU ETS. W tym artykule wyjaśnię, jak działa ten system, kto na nim zarabia, kto płaci i co to wszystko oznacza dla Twojego portfela.

Polska sprzedaje uprawnienia do emisji CO2 jak to działa i co oznacza dla portfela?

  • Polska uczestniczy w unijnym systemie EU ETS, w którym rząd sprzedaje uprawnienia do emisji CO2, a polskie firmy energetyczne i przemysłowe są zobowiązane do ich zakupu.
  • System "cap and trade" narzuca limit emisji, a uprawnienia do wypuszczenia tony CO2 są przedmiotem handlu na giełdach.
  • Sprzedaż uprawnień jest znaczącym źródłem dochodów dla budżetu państwa, przynosząc Polsce niemal 94 mld zł w latach 2013-2023.
  • Mimo unijnych wymogów, większość tych środków trafia do ogólnego budżetu, a nie bezpośrednio na cele klimatyczne, co budzi kontrowersje.
  • Koszt zakupu uprawnień stanowi kluczowy składnik ceny energii elektrycznej w Polsce, wpływając na rachunki gospodarstw domowych i firm.
  • W przyszłości system ETS2 obejmie transport drogowy i ogrzewanie budynków, co może znacząco podnieść koszty życia Polaków.

Polska sprzedaje uprawnienia do emisji CO2 o co w tym chodzi?

Udział Polski w unijnym systemie handlu emisjami (EU ETS) nie jest naszą dowolną decyzją, lecz obowiązkiem wynikającym z członkostwa w Unii Europejskiej. To jeden z filarów polityki klimatycznej UE, mający na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych. System ten działa na zasadzie "cap and trade", co w wolnym tłumaczeniu oznacza "ogranicz i handluj". Oznacza to, że Unia Europejska ustala ogólny limit (cap) na ilość CO2, jaką mogą wyemitować objęte systemem sektory, a następnie dzieli ten limit na poszczególne państwa członkowskie.

Pojęcie "uprawnienia do emisji" (EUA) jest tutaj kluczowe. To nic innego jak prawo do wyemitowania jednej tony dwutlenku węgla (lub ekwiwalentu innych gazów cieplarnianych). Te uprawnienia nie są darmowe. Mają swoją cenę rynkową, która jest kształtowana przez podaż i popyt na giełdach. Im ambitniejsze cele klimatyczne, im mniej dostępnych uprawnień i im większe zapotrzebowanie ze strony przemysłu, tym wyższa ich cena. Ten mechanizm ma motywować firmy do inwestowania w czystsze technologie i redukcji emisji.

W praktyce zasada "zanieczyszczający płaci" jest realizowana w ten sposób, że firmy emitujące CO2 muszą albo posiadać odpowiednią liczbę uprawnień, albo je zakupić. Jeśli firma nie posiada wystarczającej liczby uprawnień na pokrycie swoich emisji, musi je dokupić na rynku. W ten sposób koszty emisji stają się realnym elementem ich działalności, co ma zachęcać do ekologicznych innowacji i zmniejszania śladu węglowego.

system handlu emisjami EU ETS grafika

Jak działa unijny system handlu emisjami (EU ETS)?

Mechanizm "cap and trade" jest dość prosty w założeniach. Na początku Unia Europejska ustala ogólny, roczny limit (cap) na łączną ilość emisji gazów cieplarnianych, jaką mogą wyemitować objęte systemem sektory. Limit ten jest stopniowo obniżany, co ma zapewnić stałą redukcję emisji w całej UE. Następnie, w ramach tego limitu, państwa członkowskie otrzymują pulę uprawnień do emisji, które mogą sprzedawać. Handel (trade) odbywa się na giełdach, gdzie firmy mogą kupować i sprzedawać te uprawnienia, w zależności od swoich potrzeb i możliwości redukcji emisji.

Polska otrzymuje swoją pulę uprawnień do emisji CO2 jako część ogólnej alokacji unijnej. Ta pula jest następnie wystawiana na sprzedaż. To właśnie te uprawnienia stanowią przedmiot handlu i generują dochody dla budżetu państwa. Ważne jest, że ilość uprawnień dostępnych na rynku jest ograniczona i maleje z roku na rok, co ma podnosić ich cenę i tym samym zwiększać presję na redukcję emisji.

Uprawnienia do emisji CO2 sprzedawane są głównie na aukcjach. Największą platformą do tego celu jest Europejska Giełda Energii (EEX) w Lipsku. To tam państwa członkowskie, w tym Polska, wystawiają swoje uprawnienia na sprzedaż. Firmy z całej Europy, w tym oczywiście polskie, licytują te uprawnienia, a ich cena jest kształtowana przez mechanizmy rynkowe popyt i podaż. W ten sposób uprawnienia trafiają do tych, którzy są w stanie za nie zapłacić, co ma zapewnić efektywną alokację zasobów i redukcję emisji tam, gdzie jest to najbardziej opłacalne.

Kto kupuje uprawnienia do emisji CO2 w Polsce?

Głównymi nabywcami uprawnień do emisji CO2 w Polsce są podmioty, których działalność wiąże się z wysoką emisją gazów cieplarnianych. Należą do nich przede wszystkim:
  • Elektrownie i elektrociepłownie: Ze względu na dominujący udział węgla w polskim miksie energetycznym, to właśnie one generują największe emisje i mają największe zapotrzebowanie na uprawnienia.
  • Ciepłownie: Podobnie jak w przypadku elektrowni, wiele ciepłowni w Polsce nadal opiera się na spalaniu paliw kopalnych, co wiąże się z koniecznością zakupu uprawnień.
  • Duże zakłady przemysłowe: Sektory takie jak cementownie, hutnictwo, produkcja nawozów czy przemysł chemiczny również są objęte systemem EU ETS i muszą pokrywać swoje emisje zakupionymi uprawnieniami.

Właśnie w tym miejscu pojawia się często podnoszony paradoks systemu. Polski rząd sprzedaje uprawnienia, a polskie firmy, głównie te z sektora energetycznego i przemysłowego, są ich największymi nabywcami. Oznacza to, że pieniądze z emisji CO2 w dużej mierze trafiają do polskiego budżetu państwa. To nie jest "haracz" płacony Brukseli, ale dochód, który generowany jest wewnątrz polskiej gospodarki, choć oczywiście pod wpływem regulacji unijnych.

Konsekwencje dla firm, które wyemitują więcej CO2, niż posiadają uprawnień, są poważne. Przede wszystkim, muszą one dokupić brakujące uprawnienia na rynku, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Ponadto, za każdą tonę CO2 wyemitowaną bez pokrycia uprawnieniami, firmy są obciążane wysokimi karami finansowymi, które mają działać odstraszająco i zmuszać do przestrzegania limitów. To sprawia, że zarządzanie emisjami i posiadanie odpowiedniej liczby uprawnień jest kluczowym elementem strategii biznesowej dla wielu polskich przedsiębiorstw.

Gdzie trafiają miliardy ze sprzedaży uprawnień CO2?

Sprzedaż uprawnień do emisji CO2 stała się dla Polski znaczącym źródłem dochodów budżetowych. W latach 2013-2023 Polska zarobiła na tym niemal 94 miliardy złotych. Tylko w 2023 roku wpływy wyniosły 5,42 miliarda euro, a w 2024 roku, do pewnego momentu, było to 3,84 miliarda euro. Te kwoty pokazują, jak istotne są to środki dla finansów publicznych, zwłaszcza w kontekście rosnących cen uprawnień w ostatnich latach.

raport NIK wydatkowanie środków EU ETS

Niestety, sposób wydatkowania tych środków budzi wiele kontrowersji, co potwierdzają raporty Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Zgodnie z unijnymi dyrektywami, co najmniej 50% przychodów z EU ETS powinno być przeznaczane na cele klimatyczne, takie jak inwestycje w odnawialne źródła energii, efektywność energetyczną czy adaptację do zmian klimatu. NIK wielokrotnie wskazywała, że w Polsce większość tych pieniędzy (ponad 63%) trafia do ogólnego budżetu państwa, a jedynie niewielki procent jest faktycznie kierowany na działania bezpośrednio redukujące emisje. Jeden z raportów NIK mówił nawet o zaledwie 1,3% środków przeznaczonych na konkretne działania ekologiczne.

Kontrowersje wokół przeznaczenia pieniędzy z EU ETS są zrozumiałe. Zamiast zasilać Fundusz Transformacji Energetyki czy wspierać rozwój OZE, środki te były wykorzystywane na inne cele. Przykładowo, część z nich trafiła do Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, a także na rekompensaty cen energii dla gospodarstw domowych i firm. Choć te wydatki były ważne z perspektywy bieżących potrzeb, to jednak nie przyczyniły się bezpośrednio do długoterminowej transformacji energetycznej, co jest głównym celem systemu EU ETS. To sprawia, że Polska, mimo ogromnych wpływów, wciąż boryka się z wyzwaniami w obszarze dekarbonizacji.

wykres wpływu CO2 na cenę prądu Polska

Jak system ETS wpływa na Twoje rachunki za prąd i ciepło?

Koszty zakupu uprawnień do emisji CO2 są jednym z głównych, jeśli nie najważniejszym, składnikiem ceny energii elektrycznej w Polsce. Analitycy rynkowi szacują, że mogą one stanowić nawet ponad 60% finalnej ceny prądu, którą widzimy na naszych rachunkach. To oznacza, że każda podwyżka cen uprawnień na giełdzie bezpośrednio przekłada się na wyższe opłaty za energię dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Nie jest to więc abstrakcyjny mechanizm, ale coś, co odczuwamy co miesiąc w naszych portfelach.

Polska gospodarka, wciąż silnie oparta na węglu, odczuwa system EU ETS znacznie mocniej niż kraje z bardziej zdywersyfikowanym miksem energetycznym, gdzie udział odnawialnych źródeł energii czy energetyki jądrowej jest większy. Nasze elektrownie, spalając węgiel, emitują znacznie więcej CO2 na jednostkę wyprodukowanej energii niż np. elektrownie gazowe czy jądrowe. W rezultacie, polskie firmy energetyczne muszą kupować proporcjonalnie więcej uprawnień, co winduje koszty produkcji energii i, w konsekwencji, ceny dla konsumentów.

Debata na temat tego, czy bez systemu ETS prąd byłby tańszy, jest złożona. Krytycy systemu często wskazują, że jego likwidacja natychmiastowo obniżyłaby ceny energii. Z drugiej strony, zwolennicy argumentują, że brak działań klimatycznych i inwestycji w czyste technologie wiązałby się z długoterminowymi kosztami, takimi jak zanieczyszczenie powietrza, koszty zdrowotne czy kary za niespełnienie celów klimatycznych. System EU ETS, choć bolesny dla portfeli, ma być bodźcem do modernizacji i inwestycji, które w dłuższej perspektywie mają przynieść korzyści, w tym stabilniejsze i czystsze źródła energii.

EU ETS: Narzędzie transformacji czy ukryty podatek?

System EU ETS w Polsce wywołuje gorące dyskusje i ma zarówno zagorzałych krytyków, jak i zwolenników. Główne głosy krytyki koncentrują się na kilku aspektach:
  • "Unijny haracz" i ukryty podatek: Wielu postrzega EU ETS jako narzucony z zewnątrz mechanizm, który podnosi koszty życia i prowadzenia działalności gospodarczej, nie przynosząc wymiernych korzyści. Argumentuje się, że jest to de facto podatek, który drenuje kieszenie Polaków i osłabia konkurencyjność polskiej gospodarki, zwłaszcza w sektorach energochłonnych.
  • Wzrost kosztów życia: Podkreśla się, że wysokie ceny uprawnień do emisji bezpośrednio przekładają się na droższy prąd i ciepło, uderzając w budżety domowe i prowadząc do ubóstwa energetycznego.
  • Brak transparentności w wydatkowaniu: Krytycy wskazują na to, że mimo ogromnych wpływów, środki z EU ETS nie są w wystarczającym stopniu przeznaczane na realną transformację energetyczną, co podważa sens całego mechanizmu.

Z drugiej strony, zwolennicy systemu prezentują go jako kluczowe narzędzie do osiągnięcia celów klimatycznych i modernizacji gospodarki:

  • Narzędzie transformacji energetycznej: EU ETS ma zmuszać firmy do inwestowania w czystsze technologie i odnawialne źródła energii (OZE), co jest niezbędne do zmniejszenia zależności od paliw kopalnych i poprawy jakości powietrza.
  • Szansa na modernizację: System stwarza presję na innowacje i efektywność energetyczną, co w dłuższej perspektywie może zwiększyć konkurencyjność polskiego przemysłu.
  • Finansowanie OZE: Pieniądze z EU ETS, jeśli są odpowiednio zarządzane, mogą stanowić potężne źródło finansowania dla projektów związanych z zieloną energią i dekarbonizacją.

Podsumowując tę debatę, warto zastanowić się, czy problemem jest sam system EU ETS, czy raczej sposób jego wykorzystania i zarządzania pozyskanymi środkami w Polsce. System ma swoje wady i zalety, ale jego istnienie jest faktem. Kluczem wydaje się być efektywne i transparentne inwestowanie miliardów złotych w realną transformację, zamiast traktowania ich jako kolejnego źródła bieżących dochodów budżetowych.

infografika ETS2 transport ogrzewanie

Co dalej z EU ETS? Nadchodzi ETS2 i nowe opłaty

Unia Europejska nie zamierza poprzestać na obecnym kształcie systemu handlu emisjami. Wręcz przeciwnie, planuje jego rozszerzenie o nowe sektory w ramach tzw. systemu ETS2. Od 2027-2028 roku ETS2 obejmie emisje z transportu drogowego oraz ogrzewania budynków. To oznacza, że paliwa do samochodów oraz paliwa wykorzystywane do ogrzewania domów (węgiel, gaz, olej opałowy) zostaną objęte opłatami za emisję CO2. Dla Polaków, a zwłaszcza dla tych, którzy nadal ogrzewają domy węglem, może to oznaczać znaczący wzrost kosztów życia. Ceny paliw i ogrzewania prawdopodobnie wzrosną, co będzie kolejnym wyzwaniem dla budżetów domowych.

Rozszerzenie systemu handlu emisjami niesie ze sobą zarówno wyzwania, jak i szanse. Potencjalne zagrożenia to przede wszystkim wspomniany już wzrost kosztów życia, ryzyko ubóstwa energetycznego dla najmniej zamożnych oraz obciążenie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Z drugiej strony, ETS2 ma przyspieszyć dekarbonizację tych sektorów, zmuszając do inwestycji w elektromobilność, termomodernizację budynków i rozwój czystych technologii grzewczych, takich jak pompy ciepła. Pieniądze z ETS2 również mają zasilać fundusze wspierające transformację, co daje szansę na modernizację i uniezależnienie się od paliw kopalnych. Kluczowe będzie jednak, jak Polska i inne kraje członkowskie przygotują się na te zmiany i czy będą w stanie efektywnie wykorzystać dostępne środki na wsparcie obywateli i firm w procesie transformacji.

Oceń artykuł

rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline
Ocena: 0.00 Liczba głosów: 0

Tagi:

Udostępnij artykuł

Mieszko Krupa

Mieszko Krupa

Nazywam się Mieszko Krupa i od ponad dziesięciu lat zajmuję się analizą rynku ogrzewania oraz odnawialnych źródeł energii. Moje doświadczenie w tej dziedzinie pozwala mi na głębokie zrozumienie trendów oraz innowacji, które kształtują naszą rzeczywistość energetyczną. Specjalizuję się w badaniu efektywności różnych systemów grzewczych oraz ocenie ich wpływu na środowisko, co pozwala mi na dostarczanie rzetelnych informacji na temat zrównoważonego rozwoju. Moim celem jest uproszczenie skomplikowanych danych oraz dostarczanie obiektywnej analizy, co sprawia, że moje teksty są przystępne dla szerokiego grona odbiorców. Dokładam wszelkich starań, aby moje artykuły były aktualne i oparte na sprawdzonych źródłach, co buduje zaufanie wśród czytelników. Wierzę, że edukacja w zakresie ogrzewania i odnawialnych źródeł energii jest kluczowa dla świadomego podejmowania decyzji, które wpłyną na naszą przyszłość.

Napisz komentarz